POCZĄTEK

Początek… czegoś nowego? Może jest to tylko kolejny rozdział, który należy napisać jako kontynuacja perfekcyjnie ułożonych i uporządkowanych wydarzeń mojego życia? Jest mały stres, bo w końcu pierwsze kroki, postawione w nowym miejscu, zostawią ślad, który może wytyczyć właśnie te, główne drogi, którymi w przyszłości będziemy się kierować. To one mogą umożliwiać nam dotarcie w różne punkty. One będą definiować nasz zasięg, weryfikować ile mamy siły w sobie, by iść przed siebie, wystawiać naszą wytrwałość na próbę. Dzięki nim możemy poznawać ludzi stawianych nam na drodze naszej wędrówki lub tych, spotykanych na skrzyżowaniach, czasem zupełnie różnych, ścieżek.

Postawiłam sobie bardzo trudny cel. O wiele łatwiej wypełniać założenia, jeśli wypunktujemy sobie, co musi być spełnione, jakie tematy mają być poruszone, na czym należy się skupić i dookoła czego powinno się krążyć. Plany i schematy upraszczają dużo. Dzięki nim nie musimy się głowić, którędy podejść do jakiegoś zagadnienia. Pierwszy raz, odkąd podejmuję się trudów pisania, postaram się zburzyć wszystkie mury, które zakazują mi pójscia konkretnym kierunkiem, wyrzucić wszyskie mapy z naniesionymi sprawdzonymi szlakami, by samej wytyczyć jakieś nowe, zdjąć z siebie te limity ograniczające zdania, które w pewnych momentach cisnęły mi się na usta, ale nie spełniały wymagań ani założeń.

Słów nie należy ograniczać. Najpiękniejniej się prezentują, gdy są wolne. W momentach, kiedy mogą unieść się na wysokość, na którą pragną, gdy szybują tak szybko, jak pozwala im siła wiatru. Wypuszczone na otwartą przestrzeń, dopiero wtedy mogą rozpostrzec swoje skrzydła, porazić dostojnością, wydobyć z siebie niezbadane i nieodkryte do tej pory piękno, prawdziwą naturę i spełnić nasze pragnienia. Tylko przy takich warunkach są w stanie przemierzyć cały świat, malować rzeczywistość najwyrazistszymi kolorami, dopieścić te, tak często pomijane, ale tak ważne, detale, oddać wszystko, co w sobie ukrywają i zedrzeć wszystkie maski, które nieopatrznie staramy się im nałożyć.

Najwspanialszą supermocą, jaką sobie mogę wyobrazić, jest latanie. Stanie się jak Ikar, tak samo zachłyśniętą, jak on, tą obezwładniającą wolnością? Czy ja także runę w dół? Czy taka chwila będzie mnie kosztować wszystko?

Popadamy z jednej skrajności w inną, kiedy za długo jesteśmy trzymani w klatce. Będący pod nieustanną presją: „nie wolno”, „nie wypada”, „jesteś inny, więc chowaj się z tym”, „nie odczuwaj tak intensywnie”, „zapomnij”, „nie przejmuj się”, „takie cele nie są dla ciebie”, „nie jesteś dostatecznie dobry, wartościowy, piękny, udany”, w końcu dostajemy w ręce skrzydła, które nas z tego wyzwalają. Unosimy się tak wysoko, ponad to wszystko, tak silnie nas wiążące, że… spadamy. Chcieliśmy się wzbić na zbyt duże wysokości, nienasyceni tym, jak bardzo już jesteśmy od tego wolni, pragnący więcej i więcej. Tyle kosztuje nas obsesja wpasowania się, niewychylania się, dominujące pragnienie bycia zaakceptowanym przez innych, chęć zdobycia uznania i docenienie naszej pracy, twórczości, starań, zaangażowania, ofiary przez otoczenie.

Tak nie polecimy nigdy. Nie odkryjemy niezbadanych lądów. Nie będziemy mogli rozkoszować się wolnością, bez ryzyka.

Pora zacząć oddychać. Pozwolić sobie przeżywać, mieć doły i sukcesy. Bez chowania tego, kim jesteśmy, bez zakrywania twarzy naznaczonej czasem trudami i kłopotami, zmaganiami i doświadczeniem pod idealnym autoportretem malowanym w zaciszu domu, gdy w końcu jesteśmy wolni od oceniających spojrzeń innych. Zdjąć ciężary nakładane na nasze barki przez oczekiwania i schematy. Wyjście: z tych sztywnych, uwierających ram, w które świat stara się włożyć obraz nas samych. Zrobienie tego jednego kroku, z ciemności w jasność.

Dlatego zaczynam. Pisać, rozpościerać skrzydła, malować i tworzyć, przeżywać i zmieniać, chcieć i nie zastanawiać się, czy się uda. Spróbuję. Z zupełnie nowym początkiem, z całkiem czystą kartą, z wiecznie nienasyconą wrażliwością i z głębokim uczuciem. Z uśmiechem, podekscytowaniem, nadzieją i zaufaniem. Bez wyobrażeń, dokąd dolecę, a po prostu przemierzając dystans dzielący mnie od celu. Uzbrojona w cierpliwość, by to, co będzie jutro, dowiedzieć się dopiero jutro. Bez frustracji, bez lęku, bez oczekiwań.