CISZA

Boimy się ciszy. Jawi się nam jako coś tajemniczego, niezgłębionego, nieznanego. Tak często uciekamy od niej, tak daleko, tak skutecznie, tak nieświadomie. Co napędza ten strach? Dlaczego wydaje się ona bezwartościowa?

Jak znieść jej ciężar?

Gdy wyłączamy bodźce z zewnątrz, oddajemy głos sobie. Myśli napływają, obrazy przesuwają się przed oczami, wspomnienia powracają, rany dają o sobie znać, pragnienia zaczynają męczyć, pytania nurtować, niecierpliwość pobudzać. Stajemy twarzą w twarz z sobą, stanem swojego wnętrza, prawdziwym obrazem siebie. Spotykamy się z porażkami, niedoskonałościami, zawodami, lękami, wątpliwościami. Uświadamiamy sobie jak wiele nie wiemy o tym, jak sobie radzić z tym, co siedzi w nas tak głęboko. Wszystko to tak często uciszane, zagłuszane, tłumione. W ciszy nie ma ucieczki przed sobą.

Nie można oszukać siebie. To jest czas gdy rozum musi ulec, bo to serce zaczyna opowiadać, uczucia zaczynają malować rzeczywistość, a emocje wporwadzają nas na deski teatru naszego życia. Kurtuna jest podniesiona. My jako widzowie i aktorzy. Obserwujemy i odgrywamy, przeżywamy podwójnie. Z boku i z centrum. Dajemy popis i możemy delektować się widokiem.

Uderzy Was coś jeszcze. Samotność. Jesteście w tym sami. Inne postacie są tylko obrazami, widmami, manekinami, kukłami. Nikt z Wami nie przeżywa tego, co właśnie się odgrywa na scenie. Nikt nie ociera łez, nie dołącza do salw śmiechu, nie doradza, nie podpowiada, nie zmienia biegu myśli.

To jest ta przestrzeń życia, gdzie żaden człowiek nie ma wstępu.

Choćbyśmy się starali jak mogli, drzwi tego teatru pozostaną zamknięte na świat z zewnątrz. Scenariusze nigdy nie spisane, bo słowa nie oddadzą adekwatnie tego, co się rozgrywa na deskach. Za dużo zwrotów, za dużo zawirowań, za dużo chaosu, by móc jakkolwiek to uporządkować. Nie da się tego przedstawić komuś, kto nie jest Tobą.

Boimy się tej świadomości, że w naszym życiu zawsze, niezbywalnie jesteśmy po części sami. Staramy się żyć od pobudki do wyłączenia telefonu i padnięcia na twarz, by natychmiast zaśnąć. Robimy to z intencją, żeby nie dopuścić do siebie myśli, że nie pojawi się obok nikt, kto wejdzie w te, najgłębiej poukrywane w nas, miejsca. Opuszczone, opustoszałe, może umarłe, otoczone ciszą, skryte tajemnicą, proszące o odkrycie. Próbujemy wpychać tam na siłę ludzi, zajęcia, przedmioty. Bezskutecznie. Ale jednak oszukujemy się, że nam się udało. Tak! Uciekliśmy od siebie!

Dużo odwagi kosztuje wkroczenie do tego budynku. Jeszcze więcej pracy wymaga wytrzymanie ze sobą. Odnalezienie się w tym miejscu? Odkrycie tych skrzyni pełnych skarbów lub pułapek? Przekręcenie klucza i otwarcie ich? Po ludzku, to wszystko, po prostu przerasta. Ale można to zrobić. Ja się odnalazłam. Takie są moje wnioski.