OBNAŻONY Z EMOCJI

Czasem zostaje z nas zdarty płaszcz, mający okrywać nagość emocji, ich bezbronność i niewinność. One, skrywane głęboko, strzeżone pilnie, wypuszczane tylko, gdy nikt nie patrzy. Często trzymane na smyczy oraz zakute w kaganiec. Nie mające prawa głosu przy innych. Odbierana jest im wolność.

Twarze przysłonięte makijażem. Nakładanie podkładu bywa kojące. Znaki źle przespanych nocy, te foletowe sińce pod oczami, powoli znikają. Tusz odciąga uwagę od zapuchniętych oczu. Cień nadaje koloru oczom bez blasku. Szminka podkreśla usta, które nie muszą już dodatkowo uginać się w uśmiech, by zachwycać. Szara, nijaka twarz przemienia się w piękną, barwną, wyrazistą maskę, którą można pokazać światu.

Zakrywanie wszystkiego zdecydowanie uspokaja. Odciąga myśli.

Jednak przychodzą chwilę spotkań. Z tymi, którzy rozumieją. Przed którymi można odkryć karty. Sami mierzą się z podobną niewiedzą. Są wsparciem samą obecnością. Nie zawsze znają i dostarczą odpowiedzi na pytania. Rzadko kiedy z ich ust padają słowa całkowicie adekwatne. Jednak to powietrze wypełniające przestrzeń, gdzie się wtedy znajdujemy, przesycone jest gotowością. By słuchać, by być dla kogoś, by starać się zrozumieć i okazać wsparcie na miarę swoich, bardzo, ograniczonych możliwości. To wszystko uczy, że relacje często wykraczają poza bariery czynnego działania. Nie potrzeba pełnych zwrotów akcji działań, by zagrać skutecznie. Całe piękno i nadzieja tkwi w szczegółach.

Istotą jest cierpliwość, by poznać całą historię do końca, zanim zacznie się pouczać i dawać rady. Zamyślenie i zainteresowanie, gdy ktoś przyswaja i przetrwarza informacje dopiero co pozyskane. Próba dopasowania rozwiązania, nie dyktowana własnym doświadczeniem i wyobrażeniem, a krojona specjalnie pod osobę, do której mają być kierowane słowa. Cisza, która pozwala kontynuować opowieść bez presji, daje chwilę namysłu. Dzięki niej i w niej nikt nie karze zebrać się w garść. Brak w tym wszystkim także nachalności. Nie ma narzucania niepotrzebnej pomocy. Nikt nie odbiera samodzielności, nie wyręcza w mierzeniu się z problemami, nie myśli i nie podejmuje decyzji za nikogo. Prawdą, sednem jest deklaracja trwania obok, pomimo własnych trudności, pomimo niepokoju szytego przez własne lęki, pomimo chaosu wynikającego z własnych trudności. W tym morzu pełnym własnych niewiadomych, na mapie często tak różnych dróg, w ogniu tak wielu emocji – spotykamy się i trwamy, w tym, razem.

Razem szukając światła. Sami jesteśmy też płomieniami dla innych. Często nie robiąc nic, ratujemy wszystko. Przez jeden gest, jedno słowo, jedną chwilę przedłużonego milczenia, jedno powstrzymane działanie.

Gdy głos mi się załamał… Gdy wyznałam, że czuję się sama… Odważyłam się powiedzieć to na głos. Znają mnie, wiedzą, że przychodzi mi to z trudnością. Dziękuję za ten krótki uścisk dłoni. Znaczył on w tej sekundzie wszystko. Niósł wyłącznie miłość. Podpartą troską, życzeniem, by się ułożyło, wiarą w to, że sobie poradzę, czynem, który przypomina – otwórz oczy. Jestem obok.

Był, jest i będzie. On i oni.

DWA WAHADŁA

Ich dwoje – połączonych. Sytuacją? Przymusem? Przypadkiem? Przeznaczeniem? Wyborem? Uczuciem? Zrozumieniem? Na pewno więzią, mającą konkretną wytrzymałość. To ona kontroluje. Dyktuje im, gdzie się mają znaleźć względem siebie. Jak duży dystans ma ich dzielić, w którą stronę powinni zrobić następny krok. Ona determinuje czy w działaniu będą zsynchronizowani i zgodni, czy jednak przeciwni sobie. Czy pozostaną swobodni lub czy będą trzymani w napięciu.

Według teorii jakiekolwiek ich zachowanie to nałożenie na siebie dwóch ruchów. Normalnych. Typowych.

Jaki jest pierwszy? Wtedy, gdy pozostają obojętni wobec siebie, trzymają ustalony, stały dystans. Gdy jeden z nich podejdzie, drugi oddali się na dokładnie tę samą odległość. Nie próbują tego zmienić, bo nie chcą naruszać ustalonego porządku. Często jest tak dla nich po prostu wygodniej. Nie pytać, nie próbować, nie rozumieć, nie rozwiewać wątpliwości, nie otwierać się, nie pokazywać, nie zwracać uwagi, nie zdejmować maski, nie zdradzać. Nie dzielić ani emocji, ani przeżyć, ani doświadczeń. Zachowywać dla siebie myśli i unikać spojrzeń mogących się krzyżować. Po prostu idą obok siebie. Zawsze w tej samej odległości. Trzymają ten namacalny, znaczący dystans. Uważają na to, by nie poruszyć, nawet odrobinę, tego, co łączy. By nie testować naciągu, który może nagle przyciągnąć lub odepchąć. By nie naprężać bardziej tej sprężyny, która ma moc zmusić do wpasowania się w zupełnie nowy rytm codzienności. Przywykli do życia niby razem, ale, tak na prawdęm osobno. Zanurzeni wyłącznie w swoim świecie. Chłodni, znieczuleni, puści, martwi.

Drugim jest sytuacja przeciwna. Rzeczywistość, w której, za wszelką cenę, z taką samą siłą i emocjami, próbują się do siebie zbliżyć. Gotowi dać z siebie wszystko, walczyć do samego końca, bić się aż do utraty tchu. Krzyczeć tak głośno, jak to możliwe i śmiać się do łez. Rysować ogniem tatuaże na skórze i dawać schronienie przed największymi huraganami. Zachwyceni faktem, że są tak blisko siebie. Intymność skrywa ich przed światem. Łaknący wolności, oddani natchnieniu, nie do zatrzymania w swym pędzie. Tak trwają. Do czasu. Kłótni, w której niemożliwy jest kompromis. Do momentu padania słów zdecydowanie za mocnych, by mogły być od razu wybaczone. Do sekundy rozpalenia uczuć wymykających się naszej kontrolii. Wbudzenia złości nie do ugaszenia. Przetestowania własnej stanowczości i przekonania się o wzajemnym oślim uporze. Godni siebie oponenci, jeden nie zostaje w tyle względem drugiego. Następuje oddalenie, największe z możliwych. Jednak po tej wichurze na nowo zatęsknią i zapragną. Po opadnięciu kurzu, dystans ich dzielący staje się niemożliwy do zniesienia. Zaczynają pędzić ponownie ku sobie. Napędzani napiętą, jak nigdy, nicią.

Warto pamiętać, że nie ma materiałów niezniszczalnych. Czasem to, co łączy, może zostać nieodwracalnie zerwane. Trzask łamanych na pół serc. Dzierżenie w dłoniach pozostałości po tym, co było tak potężne, piękne, co tak napędzało, dawało moc, pobudzało do ruchu, budzi rodzierającą od wewnątrz rozpacz. Jednak jest już za późno. Mogą jedynie przyglądać się temu nędznemu końcu linki, która nie powinna być nigdy przerwana.

Nasze życie często tak wygląda. Mieszanka wybuchowych emocji i szarej obojętności, chęci podzielenia się całym sobą i pragnieniem zachowania swojej indywidualności. Miks egoizmu i altruizmu. Miłości i cierpienia. Dopełnień i podziałów. Uzupełnień i braków. Kompozycja złożona z rozwijania się i hamowania siebie. Uzupełnianie motywacji do działania odbieraniem sił. Dawanie wolnej ręki jest nieodłącznie związane z przymuszanie do kompromisu. Dzielenie skutkuje w pomnażaniu. Zyskiwanie i tracenie staje się jednością.

Dokładnie tak nakładają się te naturalne drgania, nasze typowe zachowania. Mające moc tworzyć tak niepowtarzalne ruchy. Modyfikowane nieustannie amplitudą, skalą, intensywnością. Są niepodzielnie kontrolowane przez siłę i wytrzymałość więzi, postawionych na jakiś fundamentach, znalezione w pewnych punktach początkowych. Na początku jakoś zdefiniowane, do teraz nieustannie oscylujące.

Tak oto rozwiązaliśmy zadanie. Dwóch wahadeł połączonych ze sobą. Ruch jest zależy jedynie od nich samych, nie od otoczenia. Są wolni. Bez oporów, bez tłumienia. Liczy się tylko te jedyne połączenie.

„Z nudnego zadania można zrobić opowieść”