KOMU WIELE DANO…

Z dnia na dzień coraz bardziej zaczyna mi brakować słów. Odpowiedzi, które się pojawiają, ścinają z nóg. Pojawiają się frazy niemogące trafnie oddać sytuacji. Zdania, rozrzucone, lecą dokąd wiatr je tylko porwie. Dźwięki urywane w połowie. Potężna cisza, która jako pierwsza, i jedyna, wychodzi z ust.

Ale melodia serca, mimo werbalnych ograniczeń, rozbrzmiewa. Łkająca. Błagająca o chwilę uwagi. Nęcąca. Nie dająca ukojenia. Jężąca włosy na głowie. Budząca. Piękna i smutna, prawdziwa i wielowymiarowa. Prosi: „daj mi głos”. Wskazuje: „to moja kolej”. Pyta: „Mogę teraz ja pokierować?”

Każde uderzenie w klawisz wybrzmiewa kolejnym znakiem zapytania, znaną duszy odpowiedzią i ładunkiem emocji, danym, jako doświadcznie, tylko odbiorcy. Układają się w niekończący się utwór. Opowiadają o tych miejscach, które przerażają. A on bezwględnie domaga się, byśmy zwrócili ku nim oczy. Obrazy zaczynają się powoli przesuwać. Rozpoczyna się projekcja.

Czy można zrozumieć potrzebę wsparcia, pocieszenia, pomocy, gdy wszystko jest dobrze? Czy da się spojrzeć z pełną empatią na ubóstwo, póki samemu się tego nie doświadczyło? Czy jeste możliwe, by okazać całkowite zrozumienie komuś, jeśli nie było się w analogicznej sytuacji? Czy potrafimy zdjąć z naszych barków płaszcz komfortu i zacząć patrzeć, czuć i doświadczać, choć na chwilę, bez żadnej ochronnej warstwy?

Czy jesteśmy świadomi tego, jak wiele zostało nam ofiarowane? Jak mnogie skarby są poukrywane w skrytkach naszego życia: te zakopane tak głęboko, że o nich po prostu zapominamy? Czy wiemy, że żadna z rzeczy w naszym życiu nie jest dana każdemu? Poczynając od życia, przez sprawne ciało, umysł, pełne zdrowie, dom z łóżkiem, rodzinę, która kocha, przyjaciół, którzy są obok po akceptację, zawód i kilka złotych oszczędności, zbytku? Czy potrafimy sobie wyobrazić, że można być pozbawionym możliwości zmiany lub wyboru? Że tak wielu osobom pewne rzeczy zostały narzucone i jedynym rozwiązaniem było poddanie się im? Czy wiemy, że są istnienia, których bieg został zdefiniowany przez wolę innych? Że są tacy, bezbrzeżnie podporządkowani skienieniom palców innych? Że są ludzie, którym nikt nigdy nie pomógł wyjść z sytuacji, dla nas tak często niewyobrażalnych, niemożliwych do przyjęcia? Nie wszyscy dostają światło na swojej drodze, nie każdy znajdzie dobrego przewodnika, który zaprowadzi w ciepłe, bezpieczne schronienie, nie każdy ma tyle szczęścia co my. Nie ma rzeczy, które nam się należą, nie ma wyprawek, które na pewno dostaniemy wraz z poczęciem.

Widzę jak bardzo nie potrafię tego dostrzec, nie umiem wyobrazić ani nie jestem w stanie wczuć się. Tak liczne ograniczenia…

Czuję ten ciężar szczęścia, które otrzymałam. Powinnam być przez to radosna, ale rodzi się we mnie bunt: czemu tylko ja mogę dźwigać tak ogromny bagaż podarków? Co z resztą?

Pora na wykorzystywanie szans, pomnażanie talentów. Dzielenie się tym, co się posiada. Pracę nad sobą, by być w stanie zrobić jak największy użytek, z każdego daru. Otrzymałam tyle i czuję tego odpowiedzialność. Są wymagania, jest zaproszenie do działania. Protesty nic nie dadzą. Można po prostu postarać się w tym małym, ograniczonym paśmie ziemi, gdzie funkcjonuję i żyję, coś zmienić. Mierna jest moja siła, malutki jest mój zasięg, nikłe są szanse. Ale spróbuję. Dla innych, dla siebie, dla każdego.

… od tego wiele wymagać będą.