SPOJRZENIE

Czasem te jedno spojrzenie wystarczy. Dla prawie każdego nie znaczyło by ono nic. Wyjątkiem jest tylko dwójka ludzi, którzy je ze sobą wymienili. Ukradkowe, związało ich silną nicią tajemnicy. Przekazane zostały słowa, które nie mieszczą się w słownikach, bo zostały stworzone na potrzebę tylko tej jednej chwili. Sekundy, które wygrywają pełną napięcia melodię. Aura bliskości aż drży od ciepła oddechu obydwojga. Wyłącznie razem, nigdy osobno. Dezorientacja, wywarta przez to wszystko, wprawia w zakłopotanie.

W bezczynności chwila przemija. Coś tak niezwykłego staje się czymś nie do odratowania. Utracone bezpowrotnie. Z serca rozlega się niemy krzyk, świadomy marności doświadczenia. Jest on pełen rozpaczy i strachu. Próba ucieczki od tęsknoty skazana jest na niepowodzenie. Atak fali goryczy niszczy coś tak pięknego. Zbudowanego w sekundzie wyobrażeń, mającego fundamenty w nadziei na dalszy bieg wydarzeń, podpartego siłą emocji i zabezpieczonego niepewnością możliwych nieporozumień.

Inicjatywy brak, więc tracimy. Co? Kogo? Dlaczego?

W głowie te wydarzenia zostają zatrzymane w czasie. Przeciągnięte. Wyobraźnia kreśli „możliwe” scenariusze. Takie, które nigdy się nie ziszczą. Przerysowane. Dyktowane jedną myślą: „chcę”. „Tęsknię”. „Pragnę”. Tajemnice skrywane w nas. Niewyjawiane nikomu, przenoszą nas w te miejsca, dzielone wyłącznie z jedną osobą. Wymyślone punkty spotkań. Tam kontunuujemy tę grę. Nikt nie powstrzymuje kolejnej rundy naszej zabawy.

Powstają nowe korytarze labiryntów. Sceny cechują się coraz większą zawiłością. Wchodzimy głębiej. Działamy celowo tak, że gubimy orientację. Coś nas zaprasza do tego, by się w tym zatracić. W chwili, sekundzie, pragnieniu, tajemnicy, niepewności. Adrenalina nakręcająca nas samych, serce dziko galopujące, urywany oddech, który w końcu zostanie odebrany – bliskością.

Tylko…

To nie jest zabawa. Człowiek nie jest rzeczą. Relacje nie są dyktowane naszym chcę i nie chcę. Prawdziwa bliskość nie wynika z życzenia zaspokojenia siebie. Tajemnica związku nie jest podszyta niepewnością i niewiadomymi, ale właśnie znanymi tylko tej dwójce ludzi faktom. Razem nie jest budowane na ulotnych sekundach. Gwałtowne zrywy serca nie uciszają niepewności. Nie da się odnaleźć trwałości w szalonych decyzjach czy chwilowych aktach walki o podtrzymanie intymności chwili. To nie znaki, nie flirty, nie gry, nie pozory, nie zakodowana mimika, nie uśmiechy zdradzające, że jeszcze tyle o sobie nie wiecie.

Spojrzenie porozumienia to nie zrozumienie. Ukradkowość nie wprowadza w skrytość bliskości. Ulotność chwili nie łączy nas w dalszych, możliwych do wydarzenia się, momentach.

Za łatwo można pomylić „relacje” z narkotykami. „Budujemy” takie, które budzą w nas dziki głód braku obecności kogoś, zamiast nakarmić nas na potencjalny czas rozłąki. Tęsknota, umacniająca bliskość, zamienia się w szalony i destrukcyjny pęd za czyjąś osobą. Jak w labolatorium, wciskamy guzik, byle dostać ten bodziec. Nakarm, napój, nasyć.

To nie droga. To nie zabawa. To nie nasze wyobrażenie. To odpowiedzialność.

DWA WAHADŁA

Ich dwoje. Połączonych. Sytuacją? Przymusem? Przypadkiem? Przeznaczeniem? Wyborem? Uczuciem? Zrozumieniem? Na pewno więzią, mającą konkretną wytrzymałość. Ona kontroluje, dyktuje gdzie się mają znaleźć względem siebie. Jak duży dystans ich będzie dzielić, w którą stronę zrobią następny krok. W działaniu będą zsynchronizowani, zgodni, przeciwni sobie? Swobodni czy może trzymani w napięciu?

Według teorii jakiekolwiek ich zachowanie to nałożenie na siebie dwóch ruchów. Normalnych. Typowych.

Jaki jest pierwszy? Są obojętni wobec siebie, trzymający dystans, który pozostaje stały. Gdy jeden podejdzie, drugi oddali się na dokładnie tę samą odległość. Nie próbują tego zmienić – nie chcą naruszać ustalonego porządku. Często tak jest po prostu wygodniej: nie pytać, nie próbować zrozumieć, nie rozwiewać wątpliwości, nie otwierać się, nie pokazywać, nie zwracać uwagi, nie zdejmować maski, nie zdradzać. Nie dzielić emocji, przeżyć, doświadczeń, myśli, spojrzeń. Życia. Iść obok siebie. Zawsze w tej samej odległości. Trzymać ten namacalny, znaczący dystans, by nie poruszyć, nawet odrobinę, tego, co łączy. By nie przyciągnęło, nie odepchnęło, nie ruszyło. Nie zmusiło do niczego, nie podyktowało innego rytmu. Obok siebie, ale osobno. Zanurzeni tylko w samym swoim świecie. Chłodni, znieczuleni, puści, martwi.

Lub, za wszelką cenę, próbujący się zbliżyć. Z taką samą siłą, emocjami. Gotowi dać wszystko, walczyć do końca, bić się do utraty tchu. Krzyczeć tak głośno, jak to możliwe i śmiać się aż do łez. Rysować ogniem tatuaże na skórze i dawać schronienie przed największymi huraganami. Tak blisko, intymnie, skrycie. W wolności, natchnieniu, pędzie. Do czasu – kłótni, w której niemożliwy jest kompromis, padających słów, zdecydowanie za mocnych, by mogły być od razu wybaczone, uczuć niedających się opanować, złości nie do ugaszenia, stanowczości i uporze, które nie odstępują w mocy drugiej stronie. Oddalenie, tak daleko jak to możliwe. Po wichurze na nowo zatęsknią, zapragną. Po opadnięciu kurzu dystans dzielący ich staje się niemożliwy do zniesienia. Pędzą ponownie ku sobie, pociągani, napiętą jak nigdy, nicią.

Jak mówiłam – nie ma materiałów niezniszczalnych. Czasem to, co łączy zostanie zerwane. Nienaprawialnie. Dwa złamane serca, rozdarte jakby na pół. Dzierżący w dłoniach pozostałości po tym, co było tak potężne, piękne. Napędzało, dawało moc, pobudzało do ruchu. Mogą przyglądać się tylko temu nędznemu końcu linki, która nie powinna być nigdy przerwana.

Tak nasze życie często wygląda. Mieszanka emocji i obojętności. Chęci podzielenia się całym sobą i pragnieniem zachowania swojej indywidualności. Miks egoizmu i altruizmu. Miłości i cierpienia. Dopełnień i podziałów. Uzupełnień i braków. Rozwijania i hamowania. Motywacji do działania i odbierania sił. Dawaniu wolnej ręki i przymuszania do kompromisu. Dzielenia i pomnażania. Zyskiwania i tracenia. I tak nakładają się te, tak naturalne drgania. Zachowania typowe. Tworzące tak niepowtarzalne ruchy, modyfikowane amplitudą, skalą, intensywnością. Kontrolowane przez siłę, wytrzymałość więzi. Postawionych na jakiś fundamentach, znalezione w pewnych punktach początkowych. Niby na początku zdefiniowane, ale do teraz nieustannie oscylują.

Tak oto rozwiązaliśmy zadanie. Dwóch wahadeł połączonych ze sobą. Ruch zależy od nich, a nie od otoczenia. Są wolni. Bez oporów, bez tłumienia. Tylko te jedyne połączenie.

PS DYKTOWANE SENTENCJĄ: Są tacy, którzy nawet z nudnego zadania potrafią zrobić piękne opowiadanie… Czy umiem – nie wiem. Wiem, że próbowałam.