MOJE SŁOWA

Co takiego mogę tu pozostawić? Część z was powie, że kiedyś zostawię wszystko i wszystkich. Większość z nich nawet wcześniej zostanie mi niespodziewanie odebrana. Niektórzy stwierdzą, że nie mogę zostawić niczego, bo nic tak na prawdę nie jest moją własnością.

Czy działanie powinno odciskać piętno na tym świecie? Może słuszne jest własnie to, gdy pozostanie niezauważone i od razu wycofa się w cień, dzięki czemu uniknie głupiej pychy? Którą postawę obrać? Pewną siebie i przekonaną o zdolności do zmienienia kawałka przestrzenii? Może jednak lepiej uzbroić się w przezorną niewiarę we własne zdolności i talenty?

Taka sobie moja gra życia. Nuty są wygrywane tak, że rezonują w jakiś obszarach, za to w niektórych są wygaszane. Sama podejmuję decyzję, gdzie się nasilą. To w mojej kwestii leży wybór tego, co będzie moim wzmocnieniem, na jakim konkretnie kanale wybije sygnał nadajnik i w jaki sposób będzie można odebrać pakiet informacji.

Codziennie słowa płyną falami. Nie tylko moje. Szczególnie nie moje. Wybrzmiewają lub skrzypią, drażnią ucho bądź koją napięty umysł. Większość z nich nie przeniknie wielu ścian, nie spenetruje mnogiej liczby miejsc, nie wtargie w życia obcych ludzi.

Widzisz swój dorobek działania i może łapie cię bezsens. Poddajesz się niemożności uzyskania wyraźnego wyniku tego, po co coś robisz i czy komukolwiek jest to potrzebne. Zachowują się nietrwale jedynie jakieś myśli i luźne zbitki słów natchnionych chwilą, skromne wybuchy emocji zamknięte w monologach czy łzy ukryte pod i za co drugim wierszem.

Przenosisz myśli na papier, by uporządkować. Werbalizujesz nitki chaosu zasupłanego w głowie, starając się dojść do kłębka problemu. Układasz stosy akapitów, bo nieświadomie szukasz pod nimi kruchej igły spokoju.

Słowa, które wywierają wrażenie nic nie wartych. Tylko dlaczego te frazy dalej płyną? Nieistotne. Zasiane flauty spokoju, które wprowadzają w magiczny obszar wyobrażeń. Wpuszczone tylnymi drzwiami huragany niechcianych lęków, które nie pozwalają usnąć.

Dlatego ładujesz w klawisze, konwertując słowa, prawie zawsze nieprzeciskające się przez zamknięte usta, w bity cyfrowej informacji. Dołożenie się do mnożącej się bazy danych nic niewartych myśli.

Jednak dalej chwytasz za to mentalne, szorstkie pióro i tworzysz. Coś własnego i coś Twojego. Coś tak odległego i coś tak bardzo z wnętrza siebie. Czasem boisz się pokazać nawet rąbek nieistniejącej kartk. Boisz się z pewnością oceny i niezrozumienia. Może wyśmiania i pogardy. Lękasz się, tak prosto po ludzki, odsłonięcia siebie. Wiesz, że każde słowo skrywa malutką prawdę o wrażliwym tobie. Jesteś świadomy, że w tych twoich zdaniach nie wkładasz maski pokazywanej codziennie światu, a wręcz przeciwnie, dopiero wtedy ją zdejmujesz.

Tak. Dużo jest prawdy w tym, że kartka wszystko przyjmie. Słowa prawie wszystko określą i prawie nic oddadzą. Ale dają schronienie tobie. Temu prawdziwemu tobie. Z nieakceptowalnymi przez wyobrażenia niedoskonałościami, niechcianymi przez siebie emocjami, nieznajdującymi sobie nigdy odpowiedzi myślami i burzącymi ład planów lękami.

Na chwilę wyłączasz swoją głowę. Dlatego tak kocham i ty kochasz te słowa. Moje i twoje. Niedoskonałe i piękne. Niegodne, by robiły gdzie indziej, niż w miejscu, z którego płyną, furory. Pewnie nie wywrą wrażenia na prawie nikim. Wiemy to oboje. Ja i Ty, niemy, odważny pisarzu. Jednak pocieszmy się tym, że już są utulone przez autora. Tak bardzo moje i tak bardzo Twoje. Trochę wybrakowane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s