ZDOLNOŚĆ SŁÓW

Tyle tych słów. Błagają o chwilę uwagi. Cisną się na usta. Chcą się wymsknąć okrutnym kajdanom. Jednak to niemożliwe. Te łańcuchy są zbyt twarde. Obręcze przylegają nadto bezwględnie do ich chudych nadgarstków. Unieruchomione, porzucone, zamknięte. Przegłodzone, wyziębione, osamotnione. Skatowane, pozbawione nadziei. Nie wiedzą kiedy przeminie ich wyrok.

Codziennie doświadczają, że dzisiaj nie odzyskają wolności. A była chwila przebłysku, promień zmiany, powietrze z zewnątrz. Chwilowy okruch tego, co jest dla nich niedostępne. Zaproszenie, by się rozpędzić i wyfrunąć. Ale nie. To złudne. Będzie jak zawsze. Okazja od razu przemija. Sefj ułudnej ochrony się ponownie zamyka. Tak szybko, by nikt nie dojrzał więźniów.

Przez to, ich pobyt w celi staje się jeszcze bardziej nieznośny. Kolejne poniżenia. Następne odebrane prawa.

Ciasnota się zawęża kształtem do coraz foremniejszego szcześcianu.

Tak. Próbujemy otworzyć usta. Staramy się uwolnić zdania. Prawie nam się to udaje. Jednak nie umiemy sprostać temu niewinnemu zadaniu. Słowa są zagrzebywane jeszcze głębiej. Myśl: „tak, to jest ten moment, by przerwać ciszę!” Ale nie. Jednak nie. To pora, żeby kolejny raz zagryźć wargę. Krwawa ofiara szansy.

A te upragnione słowa, które dawno powinny paść, gasną. Ich znaczenie się zaciera w słowniku naszego życia.

Za trudne jest powiedzenie, że już nie możesz. Niemożliwe jest do wyobrażenia przesłanie formułki: przepraszam, proszę i dziękuję. Jak to jest powiedzieć: pomóż. Ile odwagi wymaga wyciągnięcie na światło natury opuszczenia i idei samotności? Jak ciężko pokazać innym obraz swojego lęku? Jak to jest wyjść z kryjówki małości? Jak głośno trzeba wołać, by ktoś usłyszał i w końcu pomógł wydostać się spod gruzów „zbyt wiele”? Ile toreb wątpliwości pragnie się wystawić za drzwi samotni? Czyje puste naczynia napełnić łzami wrażliwości? Z kim podzielić się jarzmem emocji? Komu wysłać prośby o zmiany? Czyjego drewna się chwycić, by móc sie podeprzeć i finalnie wstać?

Gdy otwierasz usta, chlustają Ci w twarz falą : NIE!. Woda skrytości miesza się z łzami bezsilności. Twarz pozostaje nienaruszona mimo huraganu walki tego świata z Twoją kruchością. Krzyczą Ci: nie chcesz, nie wolno, nie powinieneś, nie rób.

Zakazy i nakazy. Pouczenia i rady. Zrozumienia i wyręczania. Ciężary własne, niepotęgowane przez cudze. Pokora pozwalająca wytrwać w cichości. Łzy z krzyczącym bólem wypływają z duszy, której podobno nie ma. Prawidła karmiące nas od dawna, nieprzebite przez nic innego. Lepszych dróg tutaj nie ma, niech zostanie jak jest. Niema rezygnacja i chwilowe poddanie się. Ponowne stanięcie w szranki, aż do kolejnej utraty tchu. Zawody, które zlewają się w rzekę opuszczonych nadziei innych.

Stoimy razem, ramię w ramię. Wszyscy spragnieni. Wszyscy nienasyceni. Wszyscy łaknący. Wszyscy osamotnieni. Wszyscy zawiedzeni. Wszyscy niemogący. Wszyscy straceni. Wszyscy podtrzymywani nadzieją. Wszyscy walczący. Wszyscy niemowy.

Prosimy o zdolność słów.

Jedna myśl na temat “ZDOLNOŚĆ SŁÓW

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s