ZBYT WIELE

Obecne czasy? Moje pokolenie? Jacy jesteśmy? Co nas cechuje? Czym jest nasza codzienność? Jakie znaki wyczytasz z naszych twarzy? Wydaje mi się, że może rzucić Ci się w oczy pewien frazes : to zbyt wiele.

Bo wierzymy, że to zbyt wiele, by przyznać się do słabości. To za dużo, by opowiedzieć o swojej chwili smutku, nawiązać do jakiegoś momentu zwątpienia, potwierdzić przypuszczenia o niedostatecznym zapasie sił. Przytłacza nas własna niechęć i zrezygnowanie, uczucie o niezdefiniowanym źródle, niepokój otulający nas tak często do snu. Przybijają nas pytania, z którymi mierzymy się, przyglądając się pędzącemu światu. Rzeczywistości, która wydaje się nasza, ale tak, na prawdę, w ogóle nas nie chce przyjąć. Która nie pozwala nam się wpasować.

Patrzymy na tę codzienność z boku. Chłodno kalkulujemy. Trzeźwo miarkujemy. Bo dla nas to zbyt wiele, by pozwolić sobie pokazywać emocje. By obdarzać ludzi szczerym uśmiechem. By bezinteresownie ofiarowywać komuś ciepły uścisk dłoni. By bez namysłu i bez głupich barier przytulać kogoś. Myślimy, że to nie jest właściwe, że to nie jest słuszne i że tak nie wypada. Dzieje się tak, bo patrzymy na to wszystko i, po chwili zastanowienia, dochodzimy do brutalnego wniosku, że codzienność nie obdarza nas, sama z siebie, takimi drobnymi, ale jakże ważnymi, gestami. Wierzymy, że na wszystko materialne, dające pewne rezultate, mające odbicie w natychmiastowych nagrodach warto i w sumie trzeba zapracować. Za to na takie efemeryczne chwile, jak podbudowanie się ciepłem i doświadczenie tej dziwnej dobroci od ludzi, nie warto poświęcać sił. Nie warto tego szukać. Uczą nas, że nie należy skupiać się na tym, co nie da pewnej korzyści. Wtłaczają w nas to, że ludzie nie są dobrą inwestycją. Sami się na dodatek w tym utwierdzamy, zatapiając się w zawodach, żalu i rozpamiętywaniu.

Te podejście wydaje się jedynym słusznym po doświadczeniu rozpadu więzów rodziny. Wyżarta w sercu dziura powoduje, że to zbyt wiele, by wierzyć w istnienie miłości. Niekończące się awantury, mnożacę się wykładniczo kłótnie, nagłe rozstania. A później? Skupienie się na sobie i próba poskładania swojego życia na nowo. To wszystko zostawia bezbronne dziecko z wielkim poczuciem braku. Zostaje mu wyrwane z rąk ciepło domu. Rotrzaskuje się w drobny pił idea dawania siebie komuś. Porzucony, zapodziany z ciążacą mu beznadzieją i złością, niezrozumieniem i rozpaczą. Przecież to oczywiste, że to jest zbyt ciężkie, by drobne, malutkie ciałko, z tak wielkim sercem, mogło to udźwignąć. Wszelakie emocje zostają stłumione przez wieczny smutek i tęsknotę.

To zdecydowanie zbyt wiele, by prosić rodziców o miłość. Za dużo, by błagać ich o umiejętność kochania siebie. Nadzieja na walkę o siebie i o ich dzieci leży poza zasięgiem pojęcia i życzeń.

Dlatego wolimy pracować tylko na siebie i pod siebie, od samego początku.

Jednak wracanie do pustego domu, spotykanie za drzwiami swojego azylu jedynie pustej, obcej przestrzeni jest przerażające. Bo to zbyt wiele, by przyznać się do tego, że samotność rzuca nas na kolana. Że pozbawia nas skutecznie tchu i bezwględnie przyciskac do ziemi. Nie wierzymy w miłość, ale tak na prawdę w duchu ciągle o nią błagamy. Nie chcemy i nie umiemy kochać, ale wydaje nam się czymś naturalnym, oczywistym przytulenie do kogoś w chwilach, gdy nie ma się już sił, by ocierać łzy kapiące na zimną podłogę.

Z tego powodu zbyt wiele kosztuje nas odmawianie sztucznym substytutom miłości. Wszystkiemu mającemu na chwilę zapełnić pustkę w sercu. Zajęciom, które skutecznie odciągają uwagę. Mediom i portalom, w których na sekundę wchodzimy w myśli i spojrzenie kogoś innego. Filmom, które na chwilę pozwalają nam się oddać emocjom. Serialom, które zapraszają nas w miejsce alternatywne, życie ciekawsze i bogatsze w kolory, postacie, relacje, których tak bardzo nam na co dzień brakuje. Sporcie, który budzi w nas pewność siebie i siłę. Nauce, które buduje naszą wartość i budzi w nas poczucie użyteczność wobec społeczeństwią. Pracy, która daje satysfakcję i nadaje sens czynom, gdy wypełnimy zadanie. Związkom, które tylko zostawiają większe rany w sercu i jedynie chwilowo zaspokajają potrzeby bliskości, namiętności i nie dają nic więcej, poza erotycznymi uniesieniami.

To zbyt wiele, by przyznać się do tego, że to życie nie ma smaku. Zbyt wiele, by spojrzeć sobie w twarz w lustrze i powiedzieć: jesteś pusty. Zbyt wiele, by przewertować karty, którymi rogrywasz swoją codzienność. Zbyt wiele, by odrzucić te dające nieużyteczne supermoce i by pozostać tylko z kilkoma, ale jakże ważnymi kartonikami. Zbyt wiele, by zacząć wojować w każdym dniu skromnym i małym arsenałem, ale za to takim, któremu ufasz i takim, którym chcesz walczyć. To zbyt wiele, by wyjść z tego milczącego tłumu i nauczyć się mówić o emocjach, o niepokojach, o sobie, o innych, o prawdzie na temat tego, co znaczy być człowiekiem.

Takim zbudowanym z uczuć i pragnień, nadziei i marzeń, celów i porażek.

To zbyt wiele, by przyznać się, że dar życia to dla nas często za dużo. Że szansa nawiązania długotrwałych relacji to zbyt koszmarna odpowiedzialność, która bezlitośnie będzie ciążyć na barkach. Że walka o to, co słuszne, jest zbyt trudna, dlatego nie ryzykujemy i staramy się tylko o nic nie warte rzeczy. Że żyjemy w beznadziei tego, co robimy i prosimy w głębi serca o jakieś małe, niezrozumiałe dla nas, promyki światła, które rozjaśniły by ten dzień. Że w ciszy serca wołamy o radość i uśmiech, o zabranie samotności i o możliwość bycia szczerym – wobec sobie i innych.

Czy jesteśmy gotowi, by powiedzieć: boję się samotności. Brakuje mi bliskości. Nie znoszę tej pustki w sercu. Lękam się konsekwencji swoich decyzji. Każdy mój dzień cechuje niepewność. Gubię w rozwoju tego, co mnie otacza, pędzie czasu, którego nie sposób zatrzymać. Męczy mnie to nieustannie stawanie na rozdrożach. Tęsknię. Pragnę. Proszę. Żałuję. Czuję. Płaczę. Śnię. Marzę. I najważniejsze. Kocham, chcę kochać lub proszę, o to, by ktoś nauczył mnie kochać. Siebie, innych, dzień, jutro, wczoraj, możliwość, piękno i prawdę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s