PRZEPUSTKA DO ŚWIATA

Kiedy uświadamiam sobie powagę sytuacji, w której się znalazłam – szczerze mam ochotę się roześmiać śmiechem zwariowanym, ale też bezradnym. Taka mała ja, o tak niewielkiej zdolności pojmowania, poznaje dziwaczne, trochę osobliwe prawa rządzące naszą planetą. Warto nadminić, że królowanie tych zasad jest bezwględne. Nie dopuszcza ono żadnych wyjątków. Jest idealnie usystametyzowane. Nie ma w nim miejsca na sentymenty. Nie istnieją słabe punkty, w które można wbić klin i doprowadzić do podziału. Przymykanie u nich oka nie wchodzi w rachubę, a machanie rękoma, mające odwrócić uwagę od nieścisłości dowodów w tezach, jest bezlitośnie piętnowane. Hierarchia tych reguł nie została stworzona dla nas ani pod nas. To jedynie my możemy je obserwować i próbować zrozumieć, by później spróbować opisać. To my wystawiamy różne zjawiska na próbę, by uczyć się i dostrzegać jakieś zależności.

Podlegamy im. To one kreują wszystko dookoła całkowicie niezależnie od nas.

Nigdy nie otrzymasz pytania, co sądzisz o konkretnym zagadnieniu. Nikt nie poradzi się ciebie, czy nie można czegoś lepiej rozwiązać. Nie będzie szansy dla ciebie, byś mógł zastanowić się nad jakimś aspektem prawa. Nie zostanie otwarta żadna boczna furtka, po której przekroczeniu będzie możliwe nagięcie kilku reguł. Nie będzie mowy o żadnej modyfikacji, dzięki której możliwe będzie jakieś działanie.

Wchodząc w język przyrody, stajemy się poddanymi obserwacji. Zostajemy zostawieniu samym sobie we wnioskowaniu i wykonywaniu obliczeń. W tym wszystkim możemy polegać jedynie na sobie. Wiemy, że nikt nie przygotował dla nas skryptu z opowieścią o istocie i uniwersalnej prawdzie, który po prostu trzeba odkryć. Nie możemy spodziewać się gotowych rozwiązań, oczywistych tez, prostolinijnych dowodów. Część rzeczy, przez obserwację, musimy przyjąć, jako absoluty. Niepodlegające zmianom, nieulegające błaganiom, niedopasowujące się do naszych, skrupulatnie liczonych, przewidywań. Wykonując eksperymenty, w duszy snujemy wiele scenariuszy, kierujemy w stronę materii wiele modlitw, byle nasze tezy zostały potwierdzone.

Polegamy wyłącznie na sobie. Wchodząc w głębie naszej rzeczywistości, w duszy musimy zdawać się często na łut szczęścia i uśmiech losu, który odsłoni kawałek prawdy o Wszechświecie. Poświęcamy życie, prosząc o te sprzyjające nam sytuacje, wyłuskujemy z nas największe potencjały talentu, inteligencji i przypieczętowujemy to ciężką pracą. Nikt nigdy na początku naszej drogi nie powiedział nam, że na pewno odniesiemy sukces. Nikt nas też nie motywował do działania i nikt nas nie chwalił za kolejne odkrycia. Jesteśmy jednak uparci. Tak usilnie chcemy się dowiedzieć. Codziennie jest nas pragnienie poczucia się odrobinę mądrzejszym wobec tego świata. Po co to robimy?

Może chcemy w końcu stać się godnymi stanięcia tuż przed królową, by powiedzieć te słowa: odkryłem, teraz rozumiem.

Bo pozyskiwanie wiedzy jest niczym lek, uśmierzający wszelkie niepokoje. Nie ma dla nas żadnego pocieszenia ze strony nauki. Każdy nasz sukces jest świętowany jedynie przez nas samych, podczas gdy natura pozostaje tak samo chłodna i obojętna w stosunku do nas. Nie porusza jej to, że jeden z tak wielu gatunków, od samego początku jej podlegających, powoli staje się coraz bardziej świadomy. Jest spokojna. Jej władza jest nie do zachwiana. Istnieje od początku istnienia wszystkiego. Może trzeba dodać wszystkiego materialnego. A może to ona została ustanowiona najpierw? Miała „czas” na usystematyzowanie się. Usunęła wtedy wszystkie niezgodności, przez które nie mogłaby się ostać. Czy to nie ona była pierwsza, na długo przed tym zanim powstał Wszechświat?

Jest tak dumna i pewna siebie, tak bogata i onieśmielająca, tak złożona i budząca tak wielki szacunek. Królująca niepodzielnie. Wiążąca tak wiele ze sobą. Wszechobecna. Kładzie podwaliny pod prawie wszystko. W naszych oczach pozostanie tak samo nie do zachwiana. Pewnie też tak samo skomplikowana i piękna. Niepodważalnie nieuchwytna i nieustannie sprowadzająca nas do poznawania swojej małości i oganiczoności.

Nawet jeśli poznamy wszystkie jej reguły, nawet jeśli odkryjemy wszystkie jej tajemnice, nawet jeśli dotrzemy przed sam tron królowej materii i prawdopodobieństwa – to my oddamy pokłon. Bo, pomimo tak długiej wędrówki, by ją w końcu osobiście poznać, pomimo tylu wojów i wylanych łzach frustracji, pomimo tak wielu lat eksperymentów i prób, pomimo tego męczącego, nieustępliwie towarzyszącego nam pragnienia wkroczenia do jej pałacu, skąd wydawane są wszystkiego rozkazy, nadal pozostaniemy jej takimi samymi podwładnymi.

Choć ośmielę się powiedzieć, że pewnie pomyślimy, że to my jesteśmy górą. Naiwni i przeświadczeni o swojej wielkości, zadowolimy się świadomością, że skoro dowiedzieliśmy się o wszystkim, to w końcu w nasze ręce musi zostać przekazana pałeczka władzy. Jednak to my, dzięki wiedzy, będziemy mogli lepiej się podporządkowywać prawom oraz skrzętniej przewidywać, by lepiej z nimi współgrać. Nigdy odwrotnie. To nie one ugną swoje karki, by wpisać się w postulaty, które same od kilku miliardów lat głoszą.

Te spisane reguły nie należą do nas. To po prostu my dostąpiliśmy zaszczytu, by je stopniowo pojmować, poznać i się nimi zachwycać. Czasem mam ochotę powiedzieć, że jesteśmy zwykłymi głupcami w skórach mędrców. Nasz rozwój i nasze ego nie zachwieje prawie niczym. No może poza jakimś znikomym ułamkiem procenta promila wszechświata. Nawet jeśli dotrzemy do jakiejś innej galaktyki, skolonizujemy jakieś inne miejsce, nawiążemy kontakt z jakąś inna inteligentną formą życia, to wszystko i tak będzie toczyć się swoim rytmem. Kolejne gwiazdy będą kończyć swoje żywoty, by swoimi resztkami dać początek nowym ciałom niebieskim. Galaktyki będą tworzyć grupy, asteroidy zderzać, gazy jonizować, fale rozchodzić, czasoprzestrzeń rozszerzać. W pewnej chwili wszystkie wygasną. Wtedy cała materia się w jakims stopniu zapadnie. Ale, mimo to, Wszechświat będzie istnieć. W jakiejś innej formie, ale będzie.

Chyba, że okaże się, że ma koniec? Co wtedy? Co nastąpi dalej? Czyżby istniało to puste nic?

Jako ludzie chyba nie chcemy przyjąć, że to możliwe. Codziennie, niezmienne, utwierdzamy w tym nieubłaganym przemijaniu, jednocześnie widząć stałość w jej płynności i dalszym biegu. Dla mnie, nawet jeśli świat miałby się skurczyć do swojej pierwotnej postaci, to ten niezmiennik rzeczywistości zostanie zachowany. Nawet jeśli Wszechświat się skończy, czasoprzestrzeń dotrze na metę swojej egzystencji, a wszystko zakończy mecz finałowy, nastanie coś nowego w miejsce tego, co było.

Coś umiera, ale coś się rodzi. Czy nie tego uczy nas natura?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s