HANDEL

Każdy próbuje nas do czegoś przekonać, w czymś przekrzyczeć, zapewnić o świetności jakiegoś produktu, pomysłu, historii. Wszyscy chcą przyciągnąć naszą uwagę i naciągnąć na zakup czegoś ze swojej oferty. „Niech pan tylko spojrzy na tę niepowtarzalność”, „niech pan się zachwyci pięknem”, „niech pan coś rozważy, bo na pewno jest pan bardzo inteligentny”, „niech pan czegoś posłucha i doświadczy jak łatwo to wpływa na ludzi”, „niech pan się podda temu urokowi”, „niech pan zacznie w coś wierzyć”, „niech pan zacznie czemuś hołdować”, „niech pan się odda pod nasze ręce” „niech pan będzie podążać za naszym słowem, gestem, przykładem”.

Wszyscy targują się o twoją uwagę. Zabierają ci te drogocenne monety czasu. Byle byś im uwierzył. Byle byś trafił do grona ich wyznawców.

Te liczne prośby, błagania, groźby, rozkazy, sugestie, pułapki: Przyjmij i rozważ argumenty. Zacznij myśleć w określony sposób. Poddaj się naszym wpływom. Przestań myśleć. Pomyśl jak błogie będzie podążanie za tłumem. Dostrzeż o ile łatwiejsze będzie podejmowanie decyzji, gdy ktoś da ci wskazówki odnośnie tego, jak należy postępować. Zastanów się nad tym, czy nie będzie prościej będzie wpasować się w grupę, czy nie zostaniesz szybciej zaakceptowany, przyjęty do jakiejś, stabilnej, społeczności, która tworzymy swoimi opowieściami, jeśli podpiszesz się pod naszymi regułami?

Czy nie chcesz na pewno skusić się na naszą ofertę? Zajmiemy się twoimi myślami, zatroszczymy się o twoje zmartwienia. Podejmiemy za ciebie te najwazniejsze decyzje. Wybierzemy ci odpowiednich kompanów życiowych. Wytyczymy ci ścieżki bezpieczne i sprawdzone. Poddamy cię pod sąd prawa, które sami stanowimy, ale które staną się dla ciebie naturalne, jeśli nam zaufasz. Zapewnimy ci byt, zapewnimy ci miejsce, zapewnimy ci stabilność, zapewnimy pewność co do tego, kim jesteś i po co jesteś.

Tak oto ten świat do nas krzyczy. Próbuje przekonać nas, na wszelkie możliwe sposoby, że warto pójść za tłumem, że warto stać się jednym z tych szarych ludzi przewijających się w nudnej rzeczywistości, zanurzeni w fakt należenia do bezpłciowego tłumu. Tak oto pozbawia się nas zdolności do pytania o sens reguł, o cel swojego przeżywania każdego dnia, o jakoś i sposób postępowania. Tak oto zdejmowanee jest z naszym ramion brzemię odpowiedzialności za decyzje, które codziennie podejmowane są przez tak wielu ludzi dookoła. Tak oto nie jesteśmy zmuszani do martwienia się o to, czy coś jest dla nas właściwe, bo zostaje nam wpojone to, że w takich realiach żyją inni, tacy sami jak ty. Tak oto coś, co nie jest normalne, zostaje pokazane jako fakt konieczny do przyjęcia, żeby jakoś się odnaleźć w swojej codzienności. Tak oto coś, co nie jest dobre, staje się czymś odpowiednim dla ciebie. Tak oto wartości są wykręcane, obrazy zakrzywiane, a zdania jednostek zagłuszane.

Stajemy się niesamodzielni, zależni, ogłupieni, uciszeni, oślepieni.

Straceni?

Nikt nie chce się wyróżniać, nikt nie chce podejmować nietuzinkowych decyzji, nikt nie chce zdobywać się na bezprecedensowne kroki. Wolimy często pozostawać niemi wobec tego, czego nie rozumiemy, wobec tego, z czym się nie zgadzamy, wobec tego, czego nie chcemy. Tak jest łatwiej. Tak nic nam nie zagrozi. Tak nie narazimy się nikomu. Tak nic nie stracimy.

Za to nasze twarze zostaną pozbawione wyrazu, a rozum pozbawiony świadomości. Sercu zabraknie poczucia bycia jednostką. Wtopimy się w ten jednolity mur masek. Pozostaniemy obojętni wobec wyblakłych kolorów rumieńców. Nie zrobimy nic z wygaszonymi w nas duchami prywatnej osobowości. W końcu nie należy się odzywać, nie warto się wyróżniać, nie powinno się walczyć o coś, czego większość nie wyznaje, prawda? Własna moralność, samodzielne decydowanie o tym, czy zgodzimy się na coś, co jest wbrew naszemu sumieniu? Po co to? Nie lepiej zamilknąć, przełknąć łzy i pozwolić katom czynić ich powinność?

Nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem bycie biernym wobec tego, co niszczy. Ciebie, innych, społeczeństwo, grupę, wpółpracę. Ideały i wiarę, moralność i prawo. Są granice, których nie można przekraczać. Nie wiemy dokładnie jakimi torami pędzi ten wiecznie przyspieszający pociąg postępu, rozwoju, nie potrafimy wskazać celu jego wędrówki. Może warto sobie zadać pytanie, czy nie spróbujemy jego ogromnym pędem zburzyć murów czegoś, do czego nigdy nie powinnyśmy otrzymać dostępu? Czy nie chcemy w przyszłości ingerować w coś, co nigdy nie powinno być naruszone czy zmodyfikowane?

Jakie będą skutki naszych działań? Czy nasza krótkowzroczność nie pozbawi nas resztek zdolności przewidywania konsekwencji naszych decyzji? Czy powinniśmy podejmować się rzeczy, których wpływu i efektów nie jesteśmy w stanie sobie nijak wyobrazić? Czy powinno się dotykać zaganień, które są niemożliwe do zobrazowania, nakreślenia, opisania, modelowania? Na których nie przeprowadzimy żadnych szacunkowych statystyk?

Bazując na wielkich naszych umysłach, na coraz brutalniejszych zdolnościach penetracji mikro i makroświata, aż lęk pomyśleć o tym, co jeszcze uznamy za nasze prawo, za nasz cel, za nasz sens.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s