NIE WIEM

Niedostateczna ilość danych. Niedopracowany algorytm. Niezrozumienie zagadnienia. Brak ścisłego rozwiązania. Dla komputera – fatal error. Dla analitycznego umysłu – nie lada zagwozdka i wyzwanie. Dla człowieka – zwykła, szara codzienność. Tak sobię myślę, że świadomość kosztuje nas drogo. Ceną za nią jest nadmiar emocji, tona lęków i jedno, nieustannie nasuwające się w naszym życiu, pytanie: dlaczego?

W tej niewiedzy często sięgamy po najbanalniejsze rozwiązanie. Chwytamy się zdania tych, co uważają, że zrozumieli coś dostatecznie, posiedli odpowiednio szeroką wiedzę, przeanalizowali wystarczająco wielotorowo pewne zagadnienia i dlatego uzewnętrzniają swoje wnioski, gdzie tezy przedstawiają jako pewniaki czy niezmienniki. W naszym lesie rosnących i wzrastających znaków zapytania, nie można przyjmować wszystkich odpowiedzi bez refleksji, od tak. Analiza i filtrowanie danych wejściowych to jedyna droga, by, jako tako, w tym choasie i dezorientacji się nie zgubić. Czynienie kroków na przód, ruch i działanie, często jest dyktowane tym, że obecny stan naszej wiedzy nie jest dostateczny, dlatego trzeba zgłębić się w tajemnicę tego, co ukryte jest za rogiem.

Bezkrytyczne przyjmowanie czyichś słów prowadzi do skrajności i ogranicza nasze postrzeganie i ocenianie. Ilekroć myślisz, że coś wiesz, konfrontuj to ze sobą, z innymi. Dzięki temu poznasz limity swojego rozumienia i nauczysz się, że są bariery naszej inteigencji, rozumu, wnioskowania. Zapobiegają one szkodliwemu rozdmuchiwaniu własnego ego, które w granicznych wypadkach może wertować życia ludzkie, miarkując, które są bardziej, a które mniej warte. Warte w swojej wartości bycia i istnienia.

Ci, popadający w fanatyzm, nie zauważają, że tracą. Piękno i dar rozumowania, wnioskowania, stawiania pytań i szukania odpowiedzi. Ukryte jest ogromne bogactwo w wątpieniu. Popychające do odkrywania, powoli domalowują braki w wielkim płótnie niewiadomych naszego życia.

Ilekroć obalam swoje tezy, tyle razy utwierdzam się w tym, że…

Nie jestem nikim wielkim. Nigdy nie będę nikim wybitnym. Nikim zdolnym pojąć więcej od reszty. Nikim nadto wyjątkowym, wyróżniającym się. Nikim, kto mógłby wysunąć się na przód stawki, w walce o pierwsze miejsce, gdziekolwiek. Po prostu. Dzięki temu widzę, jaka dokładnie jestem. Gdzie konkretnie należy pracować. Działam ile mogę, czynię ile jestem w stanie, proszę o to, co myślę, że mogę otrzymać i dziękuję za wszystko, co mam i co mogę dawać. Codziennie jestem w ruchu. Nie nudzę się. Nie zapuszczam korzeni w jednym miejscu. Nie sztywnieje w jednej pozie. Nie zamykam się na to, co przychodzi, a czego się nie spodziewałam, że nastanie. Nie odrzucam tego, co mnie zadziwia. Nie odsuwam się od zamkniętych drzwi, bo liczę, że któregoś dnia dostanę klucz do któregoś z nich i poznam.

Jakiś ułamek.

Nie chcę niesłusznie odrzucić tez, których nikt nie udowodnił. Nie chcę wertować kart historii i pouczać, co jest słuszne, a co nie. Nie chcę odbierać, nadawać, postulować i narzucać. Nie pragnę zmieniać nikogo. Nie myślę nawet o tym, by wyciągać czyjeś błędy czy piętnować „złe” decyzje. Nie jestem nikim, kto miałby prawo do któregokolwiek z wyżej wymienionych działań.

Nieśmiało stoję w rogu i przyglądam się temu światu. Boję się ataków na to, w co wierzę i jaka jestem, czym się kieruję i co uznałam, za ważne. Jest we mnie pewien lęk, że zostanę wyśmiana, znieważona czy odrzucona. Jak powinnam zareagować, jaką zbroję przywdziać, gdzie szukać swojej siły, co będzie moją obroną? W takiej sytuacji chyba będę wolała zamilknąć i pozwolić płynąć tym, wartościującym mnie, słowom. Zdecydowanie nie czuję się na siłach, by odpłacić się podobnym atakiem. Wiem, że to nie mi zostało dane prawo, by kogokolwiek ocenić, potępić czy nagrodzić. Pouczyć lub naznaczyć, wykluczyć czy wywyższyć. Więc pozwalam, niech atakują, wytykają palcami. Wolę to od konfrontowania się poprzez mierzenie w siebie działami tak wielkiego kalibru, o tak wielkiej mocy, mogące wyrządzić tak wielkie szkody, pozbawić istnień tak wielu do mnie podobnych.

Obawiam się, że nikt z ludzi nie nauczył się, jak poprawnie obsługiwać tę broń. Może stąd tyle szkód, które jako społeczeństwo, jako ten wybitny gatunek Homo Sapiens, wyrządziliśmy sobie i światu. Zwierzętom, roślinom, ekosystemowi, planecie. Czy nie powinniśmy się określać jako Homo Deus? Od wielu pokoleń? Bo jak wygląda nasza władza nad Ziemią? Jaką spisaliśmy opowieść? Co takie chlubnego jest w naszej historii działania? Jakie kolejne szlaki wytyczymy, zachłyśnięci własną potęga oddziaływania na innych, wybitnym intelektem i niegasnącą żądzą posiadania?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s