SESJA

Każdy student wie, że przyswajanie dużej ilości materiału, w bardzo krótkim przedziale czasowym, jest całkowicie nieoptymalnym sposobem nauki. Po kilku godzinach intensywnego zakuwania konieczny jest odpoczynek. Inaczej, przymuszając się do dalszej analizy zagadnień, zamiast intelektualnego skupienia, walczymy z myślami wędrującymi ku zupełnie innym wyspom świata.

Nie powiem, żebym była w tym jakkolwiek gorsza. Zarządzanie zasobami czasu i pracy rzadko kiedy podporządkowane jest naszej woli. Te liczne, skrupulatnie rozrysowane, przemyślane plany, organizujące przygotowanie do egzaminów tak, by nie zabijać się o każdą sekundę, są na prawdę abstrakcyjnymi obiektami. Skoro popełniam ten sam błąd, co wszyscy, to ze świadomością i, w sumie, z czystym sumieniem, wykorzystam, w swojej niemocy nauki, te okienko przerwy. Pozwolę umysłowi pobiec tam, dokąd sobie zechce. Już nic więcej i tak nie przyswoję. Więc ucieknę…

Od czego? Dokąd?

Moje studia są trochę, totalną i zupełnie wcale, abstrakcją. Liczę rzeczy, które są wymyślonymi układami wszczepionymi w wyidealizowanyne schematy. Przechodzę przez szczeble prostych, elementarnych zależności, by później móc operować aparatem, tłumaczonym w całkiem prostych postaciach, na zupełnie innym poziomie. Wtajemniczenia w jakąś dziedzinę. Działam na wzorkach, które wyprowadzone zostały bazując na istnej kumulacji wymyślonych pojęć. One same, dopiero po wielu wykładach, zaczynają się zazębiać ze sobą. Razem okazują się być dopasowane do siebie niczym puzzle, każdy na swoim miejscu i położony w odpowiednim momencie. Wspólnie tworzą wielką piękną, jedyną w swoim rodzaju gałąź przedmiotów stricte ścisłych. W sumie mogę czuć satysfakcję, że jestem w stanie, w dość ograniczonym, na ten czas, zakresie, odkodowywać robaczki obrazujące najdziwniejsze zależności matematyki. Język, pozwalający umysłom analitycznym, mieć sposób wyrazu i przekazania myśli czy teorii, jest bardzo złożony, niezwykle subtelny i zadziwiająco barwny. Znaki, układające się niby w tajemny szyf, wydają się płaskie i zawiłe. Nie wiedziałam jak wielowymiarowe może być elementarne pojęcia i nad jak wieloma rzeczami należy się zastanowić, by coś w ogóle wprowadzić w słownik pojęć. Systematyzacja i plan działania tego wszystkiego zadziwia.

Jednak mimo logicznego, lingwistycznego bogactwa, część rzeczy nie wychodzi poza schematy. Przeliczanie, odtwarzanie czy ćwiczenie metod. Stykanie się z metodami sprawdzonymi jest nieuniknione. Nauka bywa czasem wtłaczaniem czegoś, co ma być głównie narzędziem. Pole kreatywności okazuje się być ogrodzone barierami. Zawsze znajdzie się ktoś, kto kiedyś już wpadł na podobne do twojego podejście do zagadnienia. Odrobinę bywa to frustujące. Szczególnie jeśli nie lubi się utartych szlaków i sztywnych ram.

Komiczne jest dla mnie to, że uciekam z jednej abstrakcji w inną. Zaczynam bawić się słowem, układam puzzle zdań także pospolitych znaków. Powszechnie dostępnych i znanych. Pozwalam sobie trochę na bycie „sprytną” inaczej. Pływam w zupełnie innej wodzie niż dotychczas, mając pod sobą nigdy wcześniej nie eksploatowana głębie. Nie ciemniejszą, nie bardziej życiodajną, nie lepszą. Po prostu nieznaną, pociągającą, kuszącą. Zapraszającą by spróbować. Powoli i regularnie ćwiczę, dzięki czemu wytrzymuję pod wodą coraz więcej sekund. Czuję jak płuca stają się coraz bardziej pojemne. Ciało przyzwyczaja się powoli do chłodu wody. Mięśnie poznają przy ruchach opór cieczy.

Z każdym dniem prób widzę te malutkie postępy. Analogiczne do tych, które robi dziecko dopiero uczące się chodzić. Czytam to, co zakwitło i urodziło mi się w głowie parę tygodni temu i myślę: wtedy to nic nie umiałam. Teraz jest odrobinę bardziej znośnie. I tak wyczekuje momentu, gdy za kolejne dwa tygodnie wrócę do aktualnego języka moich tekstów i poczęstuję się dokładnie tymi samymi słowami. Z uśmiechem, satysfakcją, motywacją i rozbawieniem sobą. Taka jest ta rzeczywistość. Wiem, że w tej sekundzie to stwierdzenie jest idealnie wpasowane w moje postrzegania. Zarazem nie próbuję zaprzeczać temu, że też nie jest to trafna ocena.

Mogę się śmiać, że żyję podwójnie. Dziwić się, że działam na zupełnie różnych płaszczyznach. Odkrywając i poznawając te dwie, niby tak różne twarze. W tym wnioskowaniu pójdę o krok dalej. Jesteśmy do siebie w tym podobni. I tych ścieżek jest ich znacznie więcej. Mamy tak szerokie pole do popisu. Tyle perspektyw rozwoju. Tak wiele miejsc do odwiedzenia. Zwariować można. Za dużo i za mało tego. Inspirujemy się tym i demotywujemy. Budzimy zachwyt i prowokujemy. Wychodzimy poza schemat i zaskakujemy. Rozczarowujemy i nie wnosimy nic nowego. I tak dalej można się kłócić o to, co jest prawdziwe, a co nie. I jedno, i drugie. Jak nasze dwie twarze. Jak nasze wiele twarzy. Jak nasza jedna twarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s