SPEAK OUT

„You’ve got to speak out. You’ve got to shout out. Talk a bit louder. Be a bit prouder.”

„Little Me” – Little Mix

Czasem wyjście z cienia kosztuje nas na prawdę dużo. Jest ono niczym wyrwanie się z pewnej bańki bezpieczeństwa, gdzie chronieni jesteśmy przez brak doświadczania. Nie wypowiadamy się, więc nie będziemy skrytykowani. Nie pokazujemy swojej twarzy, dlatego nie zostanie ona rozczytana. Nie zwracamy uwagi na swoją osobę, stąd pewność, że nikt nie pomyśli o tym, żeby wycelować jakikolwiek pocisk w naszą stronę. Nie krzyczymy, by nikt nas nie zagłuszył. Nie staramy się, żeby nikt tym nie wzgardził. Nie dajemy od siebie, więc nie zostaniemy niczego pozbawieni.

Przeżywamy każdy dzień w pozornej ciszy, spokoju, półmroku. Względnie bezpieczni. Wolni od przykrych doświadczeń. Jednak pozbawieni także możliwości wyrazu, pokazania siebie.

Czasem jest w nas poczucie, że nie pasujemy gdzieś. Zamiast wstać i wyjść, choć raz się podnieść się zadziałać, to próbujemy je zgasić i stłumić. W nas próbujemy wmusić w wyrozumiałość wobec wszystkiego, co wydaje się nieodpowiednie. Trenowujemy się w wytrwałości, umożliwiającej znoszenie tych uporczywych myśli „to nie jest to”. Po jakim czasie dotrze to do nas, że od początku powinniśmy wypowiedzieć na głos jedno, proste, wyzwalające słowo: NIE. Pozwolić na to, by się z czymś nie zgodzić. Zdecydować się w końcu na wyczekiwaną zmianę. Poszukać czegoś nowego, czegoś odpowiedniego, czegoś skrojonego pod nas.

Jak wielu z nas lawiruje między słowami krytyki, starajać się znaleźć złoty środek, mający zadowolić każdego. Kursujący od jednego brzegu, do kolejnego, bo w każdym porcie jesteśmy odsyłani z kwitkiem i zastrzeżeniem, by wrócić z lepszym ładunkiem? Bo nie taka waga, nie taki towar, nie taka łódka, nie taki kapitan, nie takie podejście do keji. Nieustannie coś jest nieodpowiednie, niedostateczne, niewystarczające. Zmuszeni do cumowania zawsze na dziko, na odludziu, zastanawiają się gdzie jest ich miejsce? Czy gdzieś ich przyjmą? Czy jest możliwość, by w końcu przestać się tułać i liczyć na pozwolenie zakończenia manewru? Czy kiedykolwiek będzie można przestać myśleć o tym, jak nas odbiorą, jak przywitają, jak ocenia i w końcu zacząć skupiać się na rozładunku?

Czy w tym wszystkim nie należy, w końcu, wyprostować się i oznajmić, że te miejsce komuś się należy? Że dokładnie to, co ma się na statku zaspokoi, z nadmiarem, potrzeby. Że ma się prawo zatrzymać w tym porcie, tak jak każde inne łódki? Że pozory nie dają całego obrazu ani załogi, ani łodzi, ani wartości, które zostały przywiezione?

Czy przypadkiem nie brakuje nam po prostu tej pewności, która tak często przekonuje ludzi, że my możemy objąć stanowisko? Że jest szansa, że sprostamy zadaniu? Bo szukali po prostu kogoś, kto ma odwagę powiedzieć, że chce, że jest gotowy zmierzyć się z wyzwaniem i dlatego uważa, że ma prawo spróbować. Czy czasem klamka akceptacja nie rodzi się wraz z przypomnieniem, że w niczym na starcie nie można odstawać od reszty, bo dopiero wyścig zweryfikuje, czy ma się odpowiednie kwalifikacje?

Siedząć w ukryciu, po cichu licząc, że zostaniemy wyłapani, docenieni. Marząc o tym, że w końcu ktoś nas zauważy, odkryje. Wyciągnie nas z tego kąta i potwierdzi naszą wartość, której sami nie umiemy dostrzec. Będzie tak dobry, że popchnie ku działaniu, wzbudzi w nas nadzieję. Uratuje z tego mroku.

Nie.

Czasem trzeba samemu pokazać to, co jest w nas piękne. Uwolnić talent. Pozwolić swoim dziełom szybować ponad monotonią. Spróbować wyjść z tym, co szlifuje się w ukryciu, na światło. Zorganizować wystawę, zaprosić kilka osób. Otworzyć się i podzielić. Zdobyć na odwagę i uwierzyć, że można iść drogą, której nikt wcześniej nam nie nakreślił. Wyjść ze sztywnych schematów, wkroczyć czasem na szlak będący skrótem, czasem obrać o wiele dłuższą trasę, ale taką skrojoną na miarę naszych możliwości. Przystanąć w miejscu, które nam wydaje się atrakcyjne, odpocząć w chwili, gdy my opadamy z sił. Odkrywać dokładnie te punkty, które chcemy. Nawet jeśli czasem będzie to oznaczać wędrówkę w samotności. Niech nie zatrzymują nas słowa, że nie warto, że komuś się coś nie podobało, że te miejsca są spalone, brzydkie, że jest coś o wiele ciekawszego tylko trzeba się do tego przekonać.

Nie, to czas na własne, niezależne i samodzielne decyzje. Pora, by być odrobinę pewniejszym siebie. Chwila, żeby zebrać w sobie odwagę i wyraźnie powiedzieć: teraz moja kolej wykonać ruch. W końcu zdobyć na krok w stronę indywidualności, dzięki czemu możliwe będzie odnalezienia siebie, wyznaczenie swojego celu, poznanie swojego sensu, odkrycie swojego szczęścia.

Wymaga to dużej odwagi. Trzeba stanąć, twarzą w twarz, przed sobą, w lustrze. Innym pokazać siebie dokładnie takim, jakim się jest. Wystawić się na oceny, wysłuchać słów pełnych powątpiewań, znieść uwagi, które często odbierają wiare w ideały, które nam przyświecają. W tym wszystkim nie można się ugiąć, ani spuścić wzroku, nie zwiesić też głowy, by nie stracić pewności. Nie zawsze odnajdziemy siebie, często będziemy brakować nam siły, czasem dopadnie nas poczucie zagubienia, może bezsensu. Jednak nikogo nie przekonamy do niczego, jeśli zamiast siebie, będziemy pokazywać tylko swój cień. Nigdzie nie wejdziemy, jeśli będziemy starali się jak duchy, przenikać ściany, zamiast chwycić za klamkę i przejść, jak wszyscy, przez frontowe drzwi. Nie zostawimy żadnego śladu w swoim życiu, jeśli nie zechciejemy stać się materialni, żywi, prawdziwi, autentyczni. Bez tego nie będziemy ani doświadczać, ani przeżywać.

Wystarczy te kilka kroków, które czynimy, żeby wejść w ten świat. Niech ta bańka pęknie. My niech mamy odwagę się odezwać, trochę głośniej, niż właśnie dyktuje nam serce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s