WIARA

Stajemy z wiarą i nadzieją przed tłumem. Przed nami rozpościera się wielka, żywa ściana. Możemy przyjrzeć się każdej twarzy. My pozostajemy pewni siebie, wyprostowani, z głową uniesioną wysoko. Jest w nas przyczajony ogień, gotowy zapłonąć jasno, gdy nastąpi atak. Płomień pragnienia pozostania sobą, ze swoimi wartościami, ze swoją wiarą, nadzieją, dobrem do końca świata. Iskra. Niewielka, ale przez to tak trudna do zlokalizowania. Z tego powodu nie sposób ją zgasić.

Jesteśmy całkowicie obnażeni, szczerzy w tym, że pokazujemy siebie. Nie imitacje, nie obrazy, nie kukły, nie manekiny, nie modele. Nie zamierzamy się ukrywać, ani wycofywać, choć boimy się: liczby i rozmiaru, powierzchni i wymiaru. Tak. Pozwolimy sobie przykleić te łaty i etykiety. Zgodzimy się na te niemające granic, ani moralnych, ani w sile rażenia, osądy, komentarze, uprzedzenia.

Ilu z nich będzie tylko lustrować naszą powierzchnię?

Kto usłyszy te mocne, niestrudzone bicie serca, łączące wszystkich w jednakowy sposób? Dające każdemu tę samą, niezbywalną godność do życia i do nazywania się człowiekiem.

Czyżby? A może on jest tym, za kogo my go uznamy?

Kimś głupim?
Kimś bez wartości?
Kimś brzydkim?
Kimś grubym?
Kimś, kto nie osiągnie nic?
Kimś do kitu?
Kimś, kto zawiedzie?
Kimś kto nawali?
Kimś, kto się myli?
Kimś, kto nie ma racji?
Kimś o idiotycznych poglądach?
Kimś kto po prostu nie zasługuje na szacunek? Na akceptację? Na miłość?

A Ty wydając takie osądy zasługujesz na pochwały? Po co to mówisz? Lepiej się czujesz, gdy kogoś poniżysz? Na tym budujesz swoją wartość? Podbijasz swoje ego tym, że spojrzysz na kogoś jako tego gorszego od siebie? Co Ci daje to porównywanie? Myślisz, że uda Ci się zapełnić tę pustkę? Tę wielką, pochłaniającą każdę światło czarną dziurę, która wynika z tego, że nie czujesz się dostatecznie dobry, akceptowany, lubiany, kochany…

Taka brutalna metodyka. Brakuje Ci miłości, więc odbierzesz ją komuś innemu. Niech na tym świecie zapanuje sprawiedliwość. Równość złamanych serc, skrzywdzonych dusz, zapomnianych indywidualności, zgubionych wartości, zniszczonego piękna.

Nienawiść nie jest lekarstwem na brak miłości. Ale odważysz się do tego przyznać? Potrafisz uznać, że czegoś Ci brakuje? Że myśli o byciu głupim, brzydkim, bez wartości, bez intelektu, bez talentu, bez nadziei Cię przytłaczają? Że masz dosyć tego, jak brak akceptacji Tobą poniewiera? Że nie kochasz dostatecznie siebie, dlatego nie jesteś w stanie uszanować życia, godności innych?

Ta pustka jest do zalepienia. Wystarczy chcieć kochać i być kochanym. Przestać nienawidzić. Skończyć zabijać okruchy dobra, zalążki nadziei, ziarna wiary. Zmierzyć się z tłumem i zdobyć się na odwagę, by wyciągnąć rękę. Do każdego i do nikogo konkretnego. Pokazać, że nie chcesz walczyć, że nie jesteś przeciwko nim tylko jednym z nich. Kimś tak samo pięknym i cudownym. Że masz w sobie gotowość, by uświadomić ich o ich niesamowitej wartości i niepowtarzalności.

Chcesz być przykładem, że można? Bo można.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s