ROZCZAROWANIE / GORYCZ

Nadzieja – była, może została jej odrobina. Najprawdopodbniej trzeba będzie pogodzić się z tym, że coś nie nastąpi. Spodziewałam się tego? Obrotu sprawy, zmiany, a może tego, że jednak będzie inaczej? Wszystkiego i niczego. Jest pewien smutek. Osaczy mnie pewnie taki większego kalibru. Może na mojej drodze napotkam zawód. Na ten czas w lustrze widzę pewną i opanowaną twarz, wewnętrzny spokój i gotowość na to, co będzie jutro. Jest jedno „ale”: wszystko jest niezmienne zmienne. W jednej chwili czujesz się tak silny, że mógłbyś przenosić góry, a następnego dnia? Jesteś jak balon całkowicie pozbawiony powietrza, sflaczały, płaski.

Staram się zapamiętać ten stan. By wiedzieć, że można. Że poradzę sobie z natłokiem emocji. Że jestem dość silna. Przełykanie goryczy rozczarowania bywa bardzo nieprzyjemne. Czasem dopiero po kilku sekudnach złudnej słodyczy możliwe jest poznanie prawdziwego smaku jakiejś substancji. Jak często sami wmuszamy w siebie kolejne łyki tego, co z natury nas tak bardzo odrzuca? Całkowicie wbrew sobie. Po co?

Dla kogo, dzień za dniem, my łykamy te pigułki powodujące odruch wymiotny? Codziennie zaczynamy od nieprzyjemnego „lekarstwa”, które nijak nie chce pomóc, jedynie pogarsza nasz stan stopniowo niszcząc zdrowie. W głowie malujemy sobie piękne obrazy tego, co będzie, gdy kuracja się skończy. Wszystkie nagrody, które nam wręczoną: za wytrwałość, nistrudzenie, poświęcenie? Wynagrodzenie mające odkupić wszystkie rany i obtarcia. Tak wyczekiwane ukojenie i odpoczynek po tym szaleńczym wyścigu, w którym na szali stawiamy swoje zdrowie psychiczne.

Ach te sztywne ramy, w które staramy się zmieścić, bo wydaje nam się, że tylko wtedy otrzymamy aprobatę. Gesty, mimika i słowa poddawane nieustannej kontroli, by przypadkiem nie wychylić się z jednolitnego tłumu ludzi bez twarzy. Wpasowanie się w oczekiwania. Budowanie swojej oceny na podstawie pochwał, ocen i krytyki innych. Rezygnowanie z planów, własnego zdania, samodzielnych decyzji. Przymuszanie się do zaakceptowania czegoś, czego nie potrafimy przyjąć rozumem ani sumieniem. Tłumienie serca, które przecież tak mocno bije i któremu siły nie sposób odebrać.

Jak dużo siebie się jeszcze pozbawimy, by „być” dla kogoś? Malując fałszywe obrazy, kreująć nieprawdziwe osoby, pragnąc rzeczy, których przecież nie chcemy? Wydaje się to tak sprzeczne naturze, tak nielogiczne… Oczywistym rozwiązaniem jest po prostu… przestać? Powiedzieć dosyć oczekiwaniom i próbom sprostania wymogom? Skończyć gasić siebie i porzucić niszczenie otoczenia?

Długo jeszcze będziemy się gubić? Karmić się nicością? Walczyć z żalem? Dryfować po morzu melancholii? Próbować wykorzenić z siebie poczucie, że nie jest się w odpowiednim miejscu? Nie jest to proste. Ale wyzwala.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s