BUNT

Bezsilność przytłacza. Jest niczym zamknięcie w cisnej klatce. Przed oczami pojawiają się obrazy, których nie chcesz widzieć. Sceny, które pragniesz za wszelką cenę zatrzymać. Sytuacje, które przerażają. Jesteś bezpieczny, ale ci, którzy wyłaniają się i znikają nie. Ból, słabość, niemoc, determinizm, zależność od innych. Możesz tylko krzyczeć. Płakać, łkać. Zdzierać skórę szarpiąc za kraty, łamać paznokcie mocując się z żelastwem. To twoja jedyna możliwość buntu.

Jednak oni są silniejsi. Mają nad tobą pełną kontrolę.

Wyrywasz się sznurom, które mają opleść twoje nadgarstki. Kopiesz na oślep, licząc ze trafisz w rękę, która próbuje złapać za kostki. Mają zdecydowanie więcej siły. W końcu musisz się poddać. Zalany łzami, pokonany, zniewolony. Przyglądasz się, bo tego żądają. Masz poczucie, że z każdą sekundą coraz więcej w tobie umiera. Gaszą te delikatne światło, które się w tobie tli. Odbierają nadzieję. Pozbawiają cię wszystkiego, co powoduje, że chcesz kochać. Dopada cię bezsens.

W geście rezygnacji rozluźniasz pięść ściskającą kraty, opuszczasz dłoń. Podnosisz ją do twarzy, by otrzeć łzy, rozmyć makijaż. Nagle ramię robi się za ciężkie. Gest wykańcza, kosztuje ostatnie pokłady energii. Więc opuszczasz ją, a ona spada, przyciągana w dół. Impetem zrywasz z szyi łańcuszek. Udaje ci się go pochwycić. Ostatnia rzecz, której ci nie odebrali. Perfekcyjnie leży w dłoni. Przypomina.

Właśnie ściszkasz symbol tego, o czym mówisz: „to znaczy dla mnie wszystko”. Jaki jest ten dotyk? Oscyluje, od tych najsilniejszych skurczów mięśni, by nigdy nie wypuścić ostaniego promyka nadziei, po najwspanialszą subtelność, gdy muskasz coś tak pięknego i tak wspaniałego. Odwieczny dualizm chwili. Jednoczesny podziw i wołanie o ratunek. Zachwyt i desperacja. Skarb i podpora. Siła i słabość. Samotność i obecność. Pamięć i zapomnienie. Powstawanie i upadek. Ucieczka i zmierzenie się z problemem.

Wybawia. Ta jedna wartość, której nie mogą odebrać nigdy. Coś głęboko zakorzenionego w nas, niezbywalnego, wyrytego trwale na sercu, utwierdzonego takimi momentami. Miejsce, gdzie siły pozostają zawsze, droga jest zawsze otwarta, miłość, która nigdy nie zgaśnie.

Wychodzisz z klatki. Bunt przemija. Emocje opadają. W miejscu tego, co umarło rodzi się coś nowego. Świat się nie zmienia. Ale ty, mający nawet niewielki wpływ na to, co dookoła – tak.

Jedna myśl na temat “BUNT

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s