DWA WAHADŁA

Ich dwoje. Połączonych. Sytuacją? Przymusem? Przypadkiem? Przeznaczeniem? Wyborem? Uczuciem? Zrozumieniem? Na pewno więzią, mającą konkretną wytrzymałość. Ona kontroluje, dyktuje gdzie się mają znaleźć względem siebie. Jak duży dystans ich będzie dzielić, w którą stronę zrobią następny krok. W działaniu będą zsynchronizowani, zgodni, przeciwni sobie? Swobodni czy może trzymani w napięciu?

Według teorii jakiekolwiek ich zachowanie to nałożenie na siebie dwóch ruchów. Normalnych. Typowych.

Jaki jest pierwszy? Są obojętni wobec siebie, trzymający dystans, który pozostaje stały. Gdy jeden podejdzie, drugi oddali się na dokładnie tę samą odległość. Nie próbują tego zmienić – nie chcą naruszać ustalonego porządku. Często tak jest po prostu wygodniej: nie pytać, nie próbować zrozumieć, nie rozwiewać wątpliwości, nie otwierać się, nie pokazywać, nie zwracać uwagi, nie zdejmować maski, nie zdradzać. Nie dzielić emocji, przeżyć, doświadczeń, myśli, spojrzeń. Życia. Iść obok siebie. Zawsze w tej samej odległości. Trzymać ten namacalny, znaczący dystans, by nie poruszyć, nawet odrobinę, tego, co łączy. By nie przyciągnęło, nie odepchnęło, nie ruszyło. Nie zmusiło do niczego, nie podyktowało innego rytmu. Obok siebie, ale osobno. Zanurzeni tylko w samym swoim świecie. Chłodni, znieczuleni, puści, martwi.

Lub, za wszelką cenę, próbujący się zbliżyć. Z taką samą siłą, emocjami. Gotowi dać wszystko, walczyć do końca, bić się do utraty tchu. Krzyczeć tak głośno, jak to możliwe i śmiać się aż do łez. Rysować ogniem tatuaże na skórze i dawać schronienie przed największymi huraganami. Tak blisko, intymnie, skrycie. W wolności, natchnieniu, pędzie. Do czasu – kłótni, w której niemożliwy jest kompromis, padających słów, zdecydowanie za mocnych, by mogły być od razu wybaczone, uczuć niedających się opanować, złości nie do ugaszenia, stanowczości i uporze, które nie odstępują w mocy drugiej stronie. Oddalenie, tak daleko jak to możliwe. Po wichurze na nowo zatęsknią, zapragną. Po opadnięciu kurzu dystans dzielący ich staje się niemożliwy do zniesienia. Pędzą ponownie ku sobie, pociągani, napiętą jak nigdy, nicią.

Jak mówiłam – nie ma materiałów niezniszczalnych. Czasem to, co łączy zostanie zerwane. Nienaprawialnie. Dwa złamane serca, rozdarte jakby na pół. Dzierżący w dłoniach pozostałości po tym, co było tak potężne, piękne. Napędzało, dawało moc, pobudzało do ruchu. Mogą przyglądać się tylko temu nędznemu końcu linki, która nie powinna być nigdy przerwana.

Tak nasze życie często wygląda. Mieszanka emocji i obojętności. Chęci podzielenia się całym sobą i pragnieniem zachowania swojej indywidualności. Miks egoizmu i altruizmu. Miłości i cierpienia. Dopełnień i podziałów. Uzupełnień i braków. Rozwijania i hamowania. Motywacji do działania i odbierania sił. Dawaniu wolnej ręki i przymuszania do kompromisu. Dzielenia i pomnażania. Zyskiwania i tracenia. I tak nakładają się te, tak naturalne drgania. Zachowania typowe. Tworzące tak niepowtarzalne ruchy, modyfikowane amplitudą, skalą, intensywnością. Kontrolowane przez siłę, wytrzymałość więzi. Postawionych na jakiś fundamentach, znalezione w pewnych punktach początkowych. Niby na początku zdefiniowane, ale do teraz nieustannie oscylują.

Tak oto rozwiązaliśmy zadanie. Dwóch wahadeł połączonych ze sobą. Ruch zależy od nich, a nie od otoczenia. Są wolni. Bez oporów, bez tłumienia. Tylko te jedyne połączenie.

PS DYKTOWANE SENTENCJĄ: Są tacy, którzy nawet z nudnego zadania potrafią zrobić piękne opowiadanie… Czy umiem – nie wiem. Wiem, że próbowałam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s