KORYTARZ

Powoli stawiane kroki. Spacerowym tempem przemierzam przestrzeń otoczoną ścianami. Rozległą, ale ograniczona. Rozkoszuję się doświadczeniem swobodnie pokonywanego dystansu. Rozglądam się. Mierzę wzrokiem. Oceniam. Wspominam. Tak znajome miejsca, swoje. Powoli zapominane, niestety sukcesywnie wymazywane z pamięci. Zacierane przez nową rzeczywistość.

Czas na zmiany. Nie wrócimy tacy sami. Oklepane słowa… Ale czy jesteśmy świadomi ich wagi? Wszystko, to co było stare, stanie się nowe. Będzie dokładnie tak, jak z urywkami przeszłości zamykanymi w szufladkach naszego umysłu. Klatki z życia, wyjmowane, by przypomnieć sobie kim się było, co się przeżywało i jaka wtedy malowała się przed nami perspektywa tego, co nas dopiero spotka. Spoglądamy na nie z rezerwą, bo nasze widzenie jest tak różne od ówczesnego. Jesteśmy osobami z dzisiaj, nie z tamtych dni. Zaczynami pisać. Niekończące się i nierealne scenariusze: jakie emocje teraz by nam towarzyszyły, jak odmiennie byśmy postąpili, jaki byłby nasz stosunek do napotykanych osób, jak mocno byśmy kochali i nienawidzili, jak szczerze śmiali i płakali? Dajemy sobie lekcje, łykamy gorycz błędów, mierzymy się z żalem źle wykorzystanych szans, poddajemy się braku możliwości cofnięcia czasu.

Inaczej przeżywamy, bo przyglądamy się im z innym bagażem doświadczeń i bogatsi w pewną, wcześniej niezgłębioną wiedzę. Czasem zaglądamy pod tą przejrzystą wodę tak cudownego przeżycia i zaczynamy dostrzegać to wszystko, co kryło się na dnie. Czasem w mule i brudnym akwenie potrafimy wyłapać coś pięknego. Rzeczy stają się szare, bardziej stonowane, pozbawione wcześniejszych wyraźnie zarysowanych kontrastów. Czarno-biała polaryzacja zanika. Chwile latania nad powierzchnią ziemi stają się ledwie momentem oderwania na kilka sekund palców od ziemi. Przebywania na dnie, które wydawało się nieskończenie daleko od powierzchni, okazuje się teraz problemem mniejszego kalibru, a dystans jawi się jako tylko trochę wymagający.

Tak samo te stare miejsca, powoli zapominane, staną się dla nas czymś innym. Ponowny powrót pokaże nowe piękno, odsłoni niedostrzegane wcześniej mankamenty, wyzwoli nieznane dotąd emocje, zgasi zapał powracania do przeszłości malowanej przez innego malarza. I tak będziemy starali się zaadoptować. Do momentu, gdy pamięć nie wyzbędzie się rzeczy, do których nie chcemy z powodu obecnej chwili wracać, póki nie zrobi sobie miejsca na nowe historie wszystkiego wcześniej już poznanego.

Mamy tylko teraz, które za chwile stanie się tylko tym, co było. Szykujemy się na to, co ma dopiero nastać, wyczekująć i odliczając czas, by za chwilę znowu to przeminęło. Wszystko upływa zdecydowanie za szybko.

Idę dalej, z poczuciem, że przyjdzie czas na powrót. Szykuję kartki, by pisać nowe powieści. Nie mogę się ich doczekać. Obracam się ostatni raz, by zlustrować wszystko. Opuszczone, ciche, tak jak ja wyczekujące ściany, którym brakuje tła ludzi. Podłoga wyznaczająca dystans, który czeka, aż będzie znowu wielokrotnie pokonywany. Drzwi, których zawiasy chcą się zużywać od nieustannego otwierania i zamykania. Szyby, które są jednocześnie oknami na świat i lustrami nas samych. Nie pozwalają nam zapomnieć, że jest świat i jesteśmy my jako nieodłączne jego składowe. Oddzielają nas i dają przedsmak tego, co nas czeka, gdy przejdziemy na ich drugą stronę. Uchylają rąbka tajemnicy, wyznaczają granicę, chronią i ogradzają. Cienkie, kruche, delikatne.

Pora wyjść, by móc wrócić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s